Zanim otworzymy drzwi: Archeologia rynsztoka, anatomia gniewu i bezpieczny dystans
Zanim uruchomimy naszą lingwistyczną machinę i wyruszymy w duszne, mroczne zaulki polszczyzny, musimy na chwilę się zatrzymac. Trzymają Państwo w rękach książkę niezwyklą, a zarazem niebezpieczną. Przed nami dluga, miejscami wyboista i gęsta od brudu droga przez najciemniejsze zakamarki naszego języka.
Dlaczego w og le zapraszam Państwa w tę podr ż? Dlaczego postanowilem poświęcic calą książkę slowom, od kt rych na co dzień odwracamy wzrok i zatykamy uszy?
Napisalem ją, ponieważ glęboko wierzę, że inwektywy, wyzwiska i wulgaryzmy to nie jest po prostu bezmyślny, językowy śmietnik. To skamieliny. W kolejnych rozdzialach odkryją Państwo, że każde z opisanych tu sl w, zanim stoczylo się na dno lub stalo się potoczną obelgą, mialo swoją absolutnie fascynującą, nierzadko arystokratyczną, krawiecką, a nawet kulinarną historię. Chcialem Państwu pokazac, że slowa niecenzuralne podlegają niezwyklej ewolucji. Są jak lustra, w kt rych od wiek w odbijają się nasze najglębsze atawistyczne lęki, zmiany ustrojowe, ewolucja prawa karnego i upadki wielkich imperi w. Zdzierając z tych wyraz w wulgarną maskę, nie dotkniemy wylącznie rynsztoka - dotkniemy żywej, pulsującej historii naszego narodu i mrocznych zakamark w ludzkiej psychologii.
Muszę jednak w tym miejscu, tuż przed startem, narysowac wyraźną, grubą linię.
Ta książka nie jest instruktażem. Nie jest arsenalem, z kt rego należy czerpac zardzewialą amunicję do codziennych spor w. Jako autor stanowczo odradzam używania opisanych tu sl w w życiu codziennym. Za chwilę sami Państwo zobaczą, że wiele z nich to bezlitosne narzędzia slużące do dehumanizacji, odzierania z godności i zadawania glębokich psychologicznych ran. Niesie je ogromny, często historycznie bolesny ciężar.
Publikacja ta zostala napisana wylącznie w jednym, nadrzędnym celu: dla poszerzenia naszej wiedzy. Proszę potraktowac ją jak wizytę w muzeum dawnych narzędzi tortur. Będziemy je oglądac z fascynacją, zbadamy kunszt kowala, kt ry je wykul, zrozumiemy mechanizmy ich morderczego dzialania - ale pod żadnym pozorem nie zabierajmy ich ze sobą do domu, by użyc ich na drugim czlowieku. To praca z zakresu anatomii języka, a anatom uczy się budowy organizmu nie po to, by zadawac rany, lecz by zrozumiec, jak ten organizm funkcjonuje.
Niech te wspaniale, drapieżne i ciężkie slowa pozostaną na kartach tego slownika, bezpiecznie zamknięte w historycznym lamusie, stanowiąc jedynie pomnik potężnej ludzkiej wyobraźni.