Nie, no to nie do wiary. Nie, to byc nie może.
Lata studiowania cesarskiej gramatyki, dekady kucia żelaza w podziemnych manufakturach, pot splywający po karku pod nadzorem Kultu Solarnego, tysiące stron traktat w handlowych przestudiowanych w bazaltowych kantorach... i po co to wszystko? Żeby na koniec wyszedl z tego ordynarny, bezwzględny kapitalizm maskowany parą, muszkietem i pieczęcią państwową? Żeby czlowiek czul się w tym calym dumnym Cesarstwie Sompoleńskim jak popychadlo, jak kundel, na kt rego szczuje się urzędas w z Londyńskiego Zjednoczonego Kr lestwa albo gnomich watażk w z zamorskich kolonii?
Ja kindziolę, bulwa
Bracia krasnoludkowie z gieldowych trust w, siostry rusalki z ceremonialnych rozlewisk Wszyscy myśleliśmy, że zlapaliśmy boga za nogi, budując tę monumentalną machinę. Myśleliśmy, że tworzymy szczyt cywilizacji pod okiem czterotwarzowego Światowida, kt ry zamiast mieczy trzyma dziś w lapach pieprzone księgi rachunkowe A co mamy?
Mamy bidę, wyzysk i wszechporażającą pogardę Pogardę wladzy, od biurokratycznej dyktatury premier w, aż po bezwzględny dyktat wolnego rynku, kt ry ma wolnego kalamarza, inżyniera i zwyklego czlowieka za mniej niż zero Dlaczego ta sompoleńska korona ma nas wszystkich za nic? Pod każdym rządem w tym fikcyjnym imperium czujesz się jak śmiec, o ile nie masz w ręku naladowanej kartaczownicy albo pakietu kontrolnego w Banku Silesin-Orient. Ktoś by się z tobą liczyl, gdybyś rzucil w ten neoklasyczny, betonowy palac olowianą kulą
A przecież to my, tw rcy i trybiki tej machiny, stanowimy s l tej ziemi. Tej sompoleńskiej ziemi Ale tutaj nikogo nie obchodzi poezja struktur. Tutaj elity nie widzą dalej niż kawal tlustego zysku, zysk z kopalni Qing i sprytny zapis podw jny, kt ry ma zassac resztki bogactwa z drugiego końca świata.
"Burzyciel Świat w" to bezwzględna, monumentalna i przesiąknięta czarnym cynizmem powieśc fantasy z gatunku industry & iron.
To nie jest kolejna opowiastka o rzucaniu czar w. To brutalny, fikcyjny świat, gdzie magia zostala zamknięta w lufach parowych muszkiet w, wielka polityka miesza się ze smrodem palonego wosku, a prawdziwymi bogami są handlarze bronią, bankierzy i bezwzględni architekci globalnego dlugu.
Wejdź w sam środek imperialnego bagna, gdzie traktaty handlowe ważą więcej niż ludzkie życie, a w cieniu wielkich manufaktur tyka broń ostateczna, sekret, o kt rym Sompolno wolaloby na zawsze zapomniec.